Co zostało z obietnic PO? - rozmowa z Posłem Wojciechem Jasińskim w Płockim Kalejdoskopie Miesiąca
19-10-2009
Po niespełna połowie kadencji parlamentarnej PiS, jako główna siła opozycyjna, jest wiodącym i wyłącznie surowym recenzentem poczynań koalicji PO – PSL. Proszę wymienić trzy wiodące jak dotąd tego czasu na szczeblu ogólnopolskim. Oczywiście pomijając już transparentne niejako pod tym względem kapitulanckie zaprzepaszczenie przemysłu stoczniowego.
Pytanie to jest istotne, ponieważ dotyka bardzo ważnego problemu relacji pomiędzy programem wyborczym, obietnicami wyborczymi a praktyką rządzenia. Jest rzeczą normalną, że partie polityczne formułują programy wyborcze. Zakładają one działania na bliższą i dalszą przyszłość. Często bywa tak, że konkretna partia, która nie zdobyła w wyborach parlamentarnych bezwzględnej większości miejsc w parlamencie musi tworzyć rząd koalicyjny, czyli musi godzić się w niektórych sprawach na odstępstwa od swojego programu na rzecz programu koalicjanta. Są to sprawy trudne, czasem nawet bardzo. Tym niemniej, każda szanująca się partia powinna - nawet w koalicji - realizować pewne zasadnicze punkty swojego programu wyborczego lub przynajmniej nie działać wbrew wyborczym zapowiedziom.
Tymczasem cóż dzisiaj obserwujemy? Przede wszystkim proszę zwrócić uwagę na to, że dzisiejsza koalicja rządowa funkcjonuje prawie dwa lata, dysponując wyraźną większością w parlamencie. Prawo i Sprawiedliwość wraz z koalicjantami taką większością dysponowało praktycznie niewiele ponad rok – od zawiązania się koalicji w maju 2006 roku do tzw. „afery gruntowej” ok. połowy czerwca 2007. Co w ciągu tych blisko dwóch lat obecny rząd osiągnął, jakie przedwyborcze zapowiedzi realizuje?:
- Lepiej funkcjonująca służba zdrowia? Jest gorsza. Mało tego premier Donald Tusk zapowiedział, że nie będzie nie tylko prywatyzacji ale i komercjalizacji szpitali. Dziś jest ona powszechnie przeprowadzana, zapewne jako wstęp do prywatyzacji.
- Lepsza szkoła? Reformy przeprowadzane przez rząd budzą powszechny sprzeciw zarówno rodziców jak i specjalistów.
- Powrót do kraju osób pracujących za granicą? Nie ma. Ktoś powie, że jest kryzys. Zgoda, kryzys jest. Tylko, że wówczas, gdy znaczna część ekspertów (w tym także Prawo i Sprawiedliwość) przestrzegała przed kryzysem, gdy proponowaliśmy podjęcie działań zapobiegawczych, wówczas słyszeliśmy od premiera Tuska i ministra Rostowskiego inwektywy, natomiast społeczeństwo przekonywano, że Polsce kryzys nie grozi, że Prawo i Sprawiedliwość straszy ludzi.
Ten rząd przez to, że uchylił tzw. listę projektów kluczowych, finansowanych z funduszy Unii Europejskiej, przyjętą jeszcze za naszych rządów, zaniechał wprowadzenia do obrotu gospodarczego ponad 20 miliardów złotych. Taki zastrzyk pieniędzy bardzo złagodziłby dzisiejsze problemy. Gdyby jeszcze, uchylając projekty poprzedniego rządu, uruchomił własne. Ale tego też nie zrobił.
- Czy w rolnictwie jest lepiej? Nie jest. Jest gorzej. Rolnik w skupie dostaje za swoje produkty prawie połowę mniej. Konsument płaci tyle samo.
- Polityka zagraniczna? Zapowiadano, że nasze stosunki z sąsiadami będą dobre lub bardzo dobre. W ramach tych bardzo dobrych lub tylko dobrych stosunków przyjeżdża do Polski premier Putin i w miejscu uświęconym krwią poległych Polaków powtarza agresywne w stosunku do Polski hasła niemieckiej propagandy, że Traktat Wersalski był dla Niemiec niesprawiedliwy. W Polsce słyszymy, że traktat międzynarodowy, którego rezultatem było powstanie suwerennej Polski jest niesprawiedliwy. Jasne, że jeśli powstaje nowe państwo to tworzy się ono przez zmniejszenie terytorium innego państwa. Ale mówić w Polsce takie rzeczy to już przesada, nawet jak na Platformę Obywatelską. Dziś propaganda twierdzi, że to nieważne. Ale historia uczy, że zawsze się od takich nieważnych rzeczy zaczynało. Obawiam się, że następnym etapem może być podważenie ustaleń z Poczdamu. Czesi już mają z tym problemy. My zresztą też z ziomkostwami.
Twierdzi się też, że mamy świetne stosunki z drugim wielkim sąsiadem. Ostatni przejaw tych stosunków to „wyżebranie” dla premiera Polski zaproszenia na 20. rocznicę zburzenia Muru Berlińskiego. Przecież to nie są bliskie stosunki, to jest ostentacyjnie okazywane lekceważenie Polski.
- Polityka wewnętrzna. Gdyby rząd Prawa i Sprawiedliwości tak potraktował demonstrujących stoczniowców jak rząd obecny, to ogłoszonoby nas faszystami, dyktatorami i na międzynarodowych gremiach potępiono.
Może Pan wymieni jakiś sukces rządu, jakiś przykład wywiązania się z obietnic wyborczych?
Wielu komentatorów politycznych, także nam nieprzychylnych, krytykując wprawdzie nasz program, przyznawało jednak, że Prawo i Sprawiedliwość realizuje zapowiadany program. Dziś dominuje opinia, że Platforma Obywatelska to przede wszystkim marketing polityczny.
Łatwiej piętnować aniżeli praktycznie ratować. Jak w tym czy szerzej, takich przypadkach jak powyżej, zachowałby się PiS, będąc u władzy?
W systemie demokratycznym głównym zadaniem opozycji jest ocena poczynań rządu, ich krytyka i na tym tle proponowanie własnych rozwiązań. Gdy rządziliśmy, nie robiliśmy z tego powodu nikomu zarzutów. Jako minister skarbu nigdy nie dopuściłbym do przetargu na majątek postoczniowy inwestora, co do którego wiarygodności nie byłbym przekonany na sto procent. Żadna Komisja Europejska nie zmusiłaby mnie do tego. Niemiecki Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe słusznie stwierdził, że rząd każdego kraju sam odpowiada za to, co się w kraju dzieje.
Mieliśmy program wdrażania środków unijnych, który obecny rząd odrzucił, ale własnego nie wprowadził. Realizowany dziś program pomocy rodzinom w budownictwie mieszkaniowym „Rodzina na swoim” to program Prawa i Sprawiedliwości.
Proszę popatrzeć na drogi. Platforma krytykowała nasz program wybudowania dwóch tysięcy kilometrów autostrad. Zapowiadała, że wybudują dwa i pół tysiąca. W trzy kwartały po przejęciu władzy oświadczyli, że będzie nie więcej niż tysiąc pięćset.
Czy pamięta Pan tzw. białe miasteczko przed Kancelarią Premiera w 2007 roku? Przecież było ono wspierane przez działaczy Platformy Obywatelskiej z Hanną Gronkiewicz – Waltz na czele. Proszę sobie przypomnieć czynione wówczas obietnice. Co z nich zostało?
Wskazywanie niedociągnięć i błędów aktualnie rządzącej koalicji, to również „zaczepianie” PSL. A kto wie czy PSL nie będzie języczkiem uwagi również w kolejnych wyborach parlamentarnych, bo o powrocie na tzw. polityczne salony nie ma raczej co marzyć krzykliwa efemeryda, tj. Samoobrona.
Polskie Stronnictwo Ludowe jest członkiem koalicji rządowej i czy się to komuś podoba, czy nie, część odpowiedzialności za te rządy musi wziąć. Przypominam, że ministrami rolnictwa, pracy i polityki społecznej oraz gospodarki są politycy desygnowani przez PSL i oni współformułują tę szkodliwą politykę. Sugeruje Pan, abyśmy „wdzięczyli się” do PSL-u, bo może kiedyś będzie naszym koalicjantem. Zdając sobie sprawę z pewnych różnic pomiędzy partiami koalicji rządowe, my jednak jesteśmy opozycją.
Czy nie sądzi Pan, że przed wami ogromna praca jeżeli chodzi o odbudowę zaufania wyborców? Przy czym nie pomoże w tym bardzo zagrożona wg wytrawnych obserwatorów i ekspertów polityczno – społecznych, a nawet nierealna faktycznie reelekcja Prezydenta Lecha Kaczyńskiego?
Oczywiście, że przed nami wiele pracy, że musimy bezustannie zabiegać o zaufanie wyborców. Prawdą jest, że w tych zabiegach jesteśmy w trudniejszej sytuacji od naszych rywali głównie ze względu na to, że sympatia środków masowego przekazu jest głównie po stronie Platformy. Tak na marginesie, czy nie dziwi Państwa, że często podczas dyskusji radiowych czy telewizyjnych jest tak, że po jednej stronie są dyskutanci PO, PSL, Lewicy oraz redaktor prowadzący, a po drugiej samotny dyskutant reprezentujący PiS? To się wprawdzie nieco zmienia w tym sensie, że coraz więcej dziennikarzy konstatuje, że rzekoma fachowość Platformy to był mit. Coraz częściej zauważane są kompromitacje rządu. Jednak ogólnie rzecz biorąc, tendencja opisana wyżej trwa. Stawia to przed nami trudne zadanie dotarcia do wyborców poza środkami masowego przekazu. Staramy się z tego obowiązku wywiązywać jak najlepiej. Jarosław Kaczyński jest od wielu lat tym politykiem, który najczęściej jeździ po kraju. Ja także staram się to robić jak najczęściej.
Jeśli idzie o reelekcję prezydenta Lecha Kaczyńskiego to pozwolę sobie zwrócić uwagę na to, że przed pięcioma laty wytrawni obserwatorzy – jak ich Pan nazwał, także nie dawali mu szans na wygranie wyborów prezydenckich.
Prezydent Lech Kaczyński ofiarnie i kompetentnie służy Polsce. Pozwoli Pan, że przypomnę tylko wielorakie inicjatywy Pana Prezydenta, których celem jest zapewnienie Polsce bezpieczeństwa energetycznego oraz inicjatywa w związku z agresją Rosji na Gruzję.
Jestem przekonany, że Lech Kaczyński wygra przyszłoroczne wybory prezydenckie, choć wiem, że nie będzie to łatwe.
Jarosław Kaczyński i Donald Tusk. Jako premierzy rządu RP obaj wodzowscy w swoich partiach. Ich spoiwo i wizerunek. Obaj też chimeryczni, przewrażliwieni na tle własnym, żeby nie powiedzieć dziecinnie próżni. Co będzie jeżeli Naród skreśli ich obu, dostrzegając przecież te bliźniacze w pewnym sensie zachowania?
Tu muszę się z Panem stanowczo nie zgodzić, choć dziękuję za to, że nie nazwał Pan Jarosława Kaczyńskiego dyktatorem a Donalda Tuska demokratą, jak to się często dzieje. Prawo i Sprawiedliwość powstało głównie jako koncepcja polityczna Jarosława Kaczyńskiego i wydaje mi się, że jest czymś naturalnym, że jest on przywódcą naszego ugrupowania.
Platforma Obywatelska powstała jako pomysł trzech. Gdzie jest pozostałych dwóch? O tym jakoś mniej się pisze przy analizowaniu przywództwa Donalda Tuska. Próżność jest cechą na tyle osobistą, że mogą ją potwierdzić, czy jej zaprzeczyć, przede wszystkim bliscy współpracownicy. Stanowczo Jarosław Kaczyński nie jest ani człowiekiem żądnym publicznych hołdów, ani utrzymującym współpracowników na tzw. dystans, nie przejawia też innych cech próżności. Myślę, że choćby ci, którzy byli na spotkaniach publicznych z prezesem PiS w Płocku (a było to łącznie blisko tysiąc osób, z których około dwustu rozmawiało z nim osobiście po spotkaniach), nie oceniają Jarosława Kaczyńskiego jako człowieka próżnego.
Nie znam dobrze Donalda Tuska, ale pomimo krytycznej oceny jego polityki i niestety wielu zachowań – nie określiłbym go jako próżnego.
O tym, że głównym celem działalności Platformy Obywatelskiej jest - w pewnym skrócie - dbałość o wizerunek można usłyszeć i przeczytać dość powszechnie. I równie powszechne, przynajmniej do niedawna, były twierdzenia, że Prawo i Sprawiedliwość zaniedbuje tę dziedzinę.
Dwóch parlamentarzystów ziemi płockiej jest nieprzerwanie obecnych w sejmowych ławach, jednak trzeciej póki co RP – Waldemar Pawlak i Pan. Czy z tego wynika coś konkretnego dla Mazowsza Płockiego? Co Panów tutaj wyraźnie łączy ponad podziałami?
Waldemar Pawlak jest posłem już od 20 lat. Ja tylko od
A Pańska ocena działalności na rzecz tego regionu damy karo, czy może aż kier PO, antykorupcyjnej minister Julii Pitery?
Nie bardzo rozumiem na czym polega różnica w Pańskiej ocenie między damą karo i damą kier i jak to się ma do Pani Julii Pitery. Nie bardzo chciałbym też aby ten wywiad miał charakter osobistych kłótni czy połajanek. Myślę, że to co powiedziałem o działaniach rządu jest aktualne i w tym przypadku. Obietnic co nie miara, efektów zero.
Jak wysoko w skali od 1 do 10 ocenia Pan działania na rzecz całej ziemi płockiej, północnego Mazowsza swoistego fenomenu politycznego marszałka Adama Struzika?
Adam Struzik jest chyba najdłużej urzędującym marszałkiem województwa. Ponieważ kandyduje z naszego okręgu wyborczego, nie sądzę aby Płock i region płocki był pokrzywdzony przez działania Pana Marszałka. Choć przy ocenach, o których Pan mówi należy brać pod uwagę to jak w ogóle funkcjonuje administracja samorządu województwa. Jest np. bardzo wiele zastrzeżeń do pracy podległej Panu Marszałkowi Mazowieckiej Jednostki Wdrażania Programów Unijnych. Jednostka ta pracuje źle, co przecież ściśle przekłada się na absorpcję przez nasze województwo środków unijnych, co z kolei ma wpływ na rozwój województwa. Od oceny, o którą Pan wnosi, uchylam się.
PiS-owski prezydent Płocka Mirosław Milewski jest pierwszym po 1989 roku prezydentem dwukadencyjnym, nie bez szans na trzecią kadencję. Jak dużych, również w tej przysłowiowej skali 1 – 10?
Generalnie jestem dosyć wstrzemięźliwy w ocenach, jednak pracę Mirosława Milewskiego jako Prezydenta Miasta Płocka oceniam wysoko i jego szanse na trzecią kadencję także. Sądzę, że w trzeciej kadencji, ze względu na to, że wiele przedsięwzięć ma dalekosiężny charakter, Mirosław Milewski doczeka swoistych żniw długoletniej pracy. Choć należy powiedzieć, że i dziś Płock jest znacznie piękniejszy niż przed siedmiu laty, gdy rozpoczynał swą pracę.
Czy jest Pan Poseł na co dzień odpowiednio blisko z radnymi PiS miasta Płocka?
Nie mam najmniejszych problemów w kontaktach z radnymi Prawa i Sprawiedliwości. Sam jestem także zawsze do ich dyspozycji. Pewnym problemem jest to, że moje obowiązki przewodniczącego sejmowej Komisji Gospodarki oraz uczestnictwo w kierowniczych gremiach Prawa i Sprawiedliwości wymagają ode mnie częstych pobytów w Warszawie, także poza posiedzeniami Sejmu. Praktycznie w każdy poniedziałek po dyżurze poselskim wsiadam w samochód i jadę do Warszawy. Uniemożliwia mi to uczestnictwo w obradach Rady Miasta Płocka.
Jakie było Pana samopoczucie tuż po usłyszeniu wyniku wyborów do europarlamentu?
Każdy kto decyduje się na kandydowanie w wyborach, musi być psychicznie przygotowany także na przegraną. Inaczej może być to powodem wielu dramatów. Ja na wygraną nie liczyłem. Wszak w naszym dużym okręgu są tylko trzy mandaty i trzy silne partie. Nie czułem się komfortowo, ale i nie byłem zdruzgotany.